Bellitkaa Blog

Konkurs

Prima aprillisowy konkurs u Bellitki

01/04/2013, Bellitkaa, 57 komentarzy
Dzisiaj Prima Aprillis. Z tej okazji tak sobie pomyślałam, że zrobię dla Was konkurs. Najpierw pokażę, co można zgarnąć. Tym razem stawiam na pielęgnację, dlatego też takie nagrody. Mam nadzieję, że się spodobają.
hhh

Chciałabym pozostać w temacie żartów. Chętnie poczytam dowcipy, śmieszne opowieści z Waszego życia, może właśnie sytuacje prima aprillisowe w które kogoś wkręciliście albo Was wkręcono, cokolwiek co i mnie mogłoby rozśmieszyć :) I to jest zadanie konkursowe.

Oprócz tego trzeba być moim publicznym obserwatorem. I to wszystko. Możecie zostawić w komentarzu również mail, jeśli takowy będzie to poinformuję mailowo o wygranej :)

Konkurs potrwa do 21.04.2013 do godz. 23:59 ;) Wyniki będą w przeciągu 3 dni i zwycięzcę wybiorę osobiście według własnego gustu. A jak będę miała dylemat to dobiorę sobie jakichś pomocników.

Zapraszam do zabawy!

  • n.

    świetny pomysł na konkurs :) życzę powodzenia wszystkim, a Tobie dużo śmiechu! :D ;*

    • Dzięki, właśnie po to ten konkurs :)

  • obserwuję publicznie jako Anna Majcherek
    Politechnika. Egzamin ustny z fizyki. Profesor pyta : – Jedzie Pan autobusem. Jest strasznie gorąco. Co Pan robi? – Otwieram okno. – A jakie zmiany zachodzą w aerodynamice autobusu? – ???? – Dziękuję. Dwója. Sytuacja powtarza się…Po jakimś czasie, wynik profesor versus studenci wynosi 9:0. Wchodzi studentka. – Jedzie Pani autobusem – pyta profesor – jest strasznie gorąco. Co Pani robi ? – Zdejmuję bluzkę. – Pani mnie nie rozumie – drąży profesor- jest bardzo gorąco. – To zdejmuję sukienkę Profesor dalej pyta: – Proszę Pani, ale w autobusie jest żar! – To zdejmuję stanik. – Proszę Pani! – zdziwiony profesor krzyczy – Ale w autobusie jest strasznie duszno, ukrop jak cholera … – Profesorze! – wtrąca studentka – Mogą mnie wyru**ać wszyscy faceci z autobusu ale ja tego cholernego okna na pewno nie otworzę …

    an.majcherek@gmail.com

  • Ha, mam historię z życia mego wziętą! Ostrzegam będzie długa! :)

    obserwuję jako: kurka
    mail: kurka.bloguje@gmail.com

    Z moim Lubym poznaliśmy się na ślubie mojego brata. Żona mojego bratowa jest jego kuzynką, taką po najbliższej linii, ot taka śmieszna korelacja :) Na weselu miałam 18 lat, jednak na swój wiek nie wyglądam, wzrostem i aparycją bliżej mi do 15 lat. Mój wiek był hitem wśród rodziny bratowej, a mój Luby, gdy już odważył się do mnie podejść poderwał mnie bardzo oryginalnym tekstem „Ty serio masz 18 lat?”. Kosza nie dostał na szczęście, z sytuacji wybrnął :) Gdy chciał mnie poznać ze swoimi znajomymi, powiedział im że mam 14 lat (on wtedy miał 21) bez konsultacji ze mną. Podchwyciłam ten żarcik i gdy znajomi przychodzili mnie obczaić ubierałam się jak za czasów gimnazjum – koszulka z myszką miki, trampki a do picia tylko breezer bo co by mama powiedziała! Miałam z nich taki ubaw gadali do mnie jak do dziecka :D No i mieliśmy iść na urodziny dziewczyny jego kolegi. Wszyscy mieli gdzieś jej urodziny, czekali żeby zobaczyć jak D. wyrwał małolatę! :P Zbliżając się do klatki słyszymy, jak krzyczeli „Ej, D. idzie z tą czternastką!” Myślałam ze się posikam ze śmiechu. Ubrana byłam oczywiście znowu jak dzieciak, ale w torbie miałam szpilki i sukienkę na przebranie oraz kosmetyczkę co by się podmalować. No i wyszłam tak trochę odstrzelona, wszyscy patrzą o co chodzi. Tylko temu koledze wyjawiliśmy najpierw prawdę, oczy jak złotówki ale podchwycił żart i zebrał wszystkich w salonie, że musi coś ważnego ogłosić. No to wszyscy się zlecieli, myśleli że sie będzie oświadczał czy coś. Ale przekazał głos mi, no to wzięłam w rękę dowód i prawko i powiedziałam, jak D. ich nieźle wkręcił, niektórzy kumple podchodzili i patrzyli na dowód bo myśleli, że podróba. Jeden kumpel aż wyszedł z mieszkania i nie wrócił, tak mocno dał się wkręcić, do dziś nie wiemy, czy się obraził czy doznał takiego szoku. Moze wpłynął na to fakt, że raz gadał ze mną przez telefon po angielsku jak się napili z D. i reszta kumpli i nie mógł wyjśc z zachwytu, ze 14 latka tak biegle ingliszuje :) Do dziś jak to sobie przypomnę to się smieję :)

    Potem było jeszcze parę osób, które mnie nie poznały. D. był z nimi na wakacjach w Hiszpanii a ja nie mogłam jechać. No to wkręcił ich, że jestem niemką i mam na imię Helga. Jedna kumpela latała za D. jak do mnie dzwonił, bo chciała usłyszeć jak mówi po niemiecku :p

    No to by było na tyle, mam nadzieję, ze zrozumiale to opisałam :)

  • Obserwuję jako Klaudia C. mój email- klaudmen@gmail.com
    Będąc w Hiszpnii w wakację ubiegłego roku, animatorzy co 2 dni robili aqua-aerobic. Ludzie mieli być w wodzie i powtarzać za czterema animatorami, którzy stali na górze. Ja postanowiłam być jedną z nich, i zaczęłam pokazywać wszystkim kroki na równi z nimi, pomimo tego, że pierwszy raz tańczyłam ten układ. Na moje zdziwienie, gdy trzeba było złapać się za ręce, wzięli mnie do swego grona. Za szybko się ucieszyłam, bo wieczorem kazali mi wejść na scene i tańczyć przed wszystkimi- katastrofa. Wszyscy się śmiali, a ja jeszcze bardziej.

  • Hahaha ja mam jeszcze jedną :)
    W 2010 roku bylam na obozie w Bułgarii. Bardzo chciałyśmy poznać chłopak z innej koloni, ponieważ byli przystojni i wydawali sie fajni, a na naszej koloni bylo tylko 3 chlopakow, a na dodatek zajetych. Obmyślając plan poznania ich, wymyśliłam, że do jednego zacznę mówić po angiielsku. Niestety nigdy się tego języka nie uczyłam i podpłynęłam do jednego i zapytałam się: Hi, SPIK JU ENGLAND? On tak na mnie patrzy zdziwiony i dodaje: Ale ja jestem polakiem. A ja na to: Na prawde? Nie wiedziałam. Wszystkie osoby, które stały niedaleko zaczęły się smiać, a ja myślałam, że spale się ze wstydu, haha! Jednak dzięki temu, każdy chłopak chciał poznać tą dziewczynę, która zrobiła sobie siarę, więc dużo tym zyskałam:)

  • Ja dzisiaj zrobiłam dowcip moim rodzicom ;).
    Kiedyś przez naszego brudnego sąsiada (takiego żula) wszyscy w pionie mieli karaluchy i nie mogliśmy ich zwalczyć. Do tej pory źle to wspominamy!
    Więc dziś przyszedł mi „szatański pomysł/dowcip” do głowy :D. Otworzyłam kosmetyczkę mamy, która zawsze jest w łazience, wyjęłam czarną kredkę do oczu i namalowałam na samej górze na kafelku karalucha :D.
    Reakcja mojej mamy była bezcenna! „Tadziu (mój tata) zobacz znowu! Ja pierdziele!”, „Ja pierdziele no!”… Niestety po kilku sekundach zdradził mnie mój śmiech przez łzy :D. W sumie gdy to opowiadam nie brzmi tak śmiesznie, ale zrobiłam nawet foto „karaluszka” :D !

  • Obserwuję jako Cassidy
    mail: cassidy.vinci@gmail.com

    Osiemnastka mojej przyjaciółki. Jedna z dziewczyn opowiada gawiedzi różne zabawne historie. Jest głośno, ja siedzę niedaleko, więc słyszę, ale nie wszystko do końca. Początek kolejnej opowieści:
    – A Piotrek to ma szalonego wuja…
    Podnoszę głowę zaciekawiona.
    – CO ma zielonego?!

  • Obserwuję jako: Karola Fifi
    mail: kikciaa@wp.pl

    Najlepszy prima aprilisowy żart jaki kiedykolwiek spotkałam, był to żart mojej Mamy (niestety) na mnie. Akcja działa się kilka lat temu, akurat prima aprilis był w zwykły dzień. Wracałam ze szkoły, całą drogę bardzo chciało mi się siusiu. Wchodze do klatki, wbiegam po schodach, otwieram drzwi, jestem w domu. Wchodzę do toalety, próbuję otworzyć klapę a tu nic… okazało się, że moja mama skleiła toaletę taśmą klejącą… akurat w chwilach potrzeby :)
    Teraz wspominam to z uśmiechem na buzi ale wówczas nie było mi do śmiechu :))

    Pozdrawiam

  • obserwuję jako Betiiii27 :)
    mail: beataprzybulek@wp.pl

    ja mam dla Ciebie kawał i historyjkę z mojego dzieciństwa ;)

    kawał – to mój ulubiony – suchar, ale nawet, gdy sama go sobie opowiadam to się śmieje :P

    „Siedzą dwa gołębie na gałęzi. Jeden grucha, drugi jabłko.” xD

    Wydarzenia z historyjki miały miejsce, gdy ja miałam jakieś 6 lat, a mój młodszy brat 4 ;)

    Mój tata przerabiał nasz strych na mieszkania – na razie jednak położone były jedynie panele na podłodze i na ścianach. Na święta dostałam od rodziny pluszowego królika (element Wielkanocny ;p), który był mniej więcej połową mojego wzrostu, a od mojego brata był jakieś 10 cm mniejszy. Pewnego pięknego wiosennego dnia stwierdziliśmy z bratem, że Pan Królik zachorował i trzeba go wyleczyć. A co najlepiej leczy? Mleko! Wzięliśmy więc Pana K. do nowych pokoi, położyliśmy na podłodze i przykryliśmy kocem. Pierwszy po dwulitrowy karton mleka wybrał się mój brat. Wlewaliśmy mleczko w Pana K., ale on cały czas pił i pił, i pił, i pił. Karton się skończył, więc po kolejny poszłam ja. I znowu wlewaliśmy w Pana K. mleczko – i takim sposobem wypił on jakieś 8 litrów mleka. Gdy mój brat wybierał się po 5 karton moja mam go zapytała po co nam tyle mleka, a on się rozpłakał i powiedział, że Pan K. umiera, bo ciągle pije i nie zdrowieje. Moja mam skonsternowana nie wiedziała o co chodzi, więc postanowiła sprawdzić. Poszła za moim bratem (który zdobył kolejny karton) na górę i stanęła w drzwiach zaszokowana, bo ja siedziałam na podłodze, płakałam i głaskałam Pana K. powtarzając mu, żeby się nie poddawał, a mój brat przytulił się do mnie i mówił, że Pan K. umiera. Moja mama szybko zaczęła działać – postawiła nas, zdjęła z Pana K. kocyk (pod którym była przeogromna kałuża mleka) i wytłumaczyła nam, że Pan K. jest już zdrowy, bo mleczko się z niego wylewa, a jak się wylewa to znaczy, że wyzdrowiał i jego zdrowe ciałko już nie przyjmuje mleczka tylko je szybko wypuszcza. Radość moja i mojego brata była nie do opisania – złapaliśmy Pana K. (z którego cały czas lało się mleko i ważył kilka ładnych kilogramów) i zaczęliśmy go do siebie tulić i krzyczeć, że jest już zdrowy i już nic mu nie będzie, po czym – zanim moja mama zdążyła zareagować – polecieliśmy z nim na dwór brudząc całe schody i przedpokój mlekiem. Wynikiem naszych wyczynów byli niezbyt szczęśliwi rodzice i jakże szczęśliwy my, że nasz Pan K. cudem ozdrowiał xD
    I aby wytłumaczyć skąd u nas tyle mleka: dziennie z moim rodzeństwem wypijaliśmy jakieś 3 litry, więc rodzice kupowali takie całe zgrzewki, żeby nie musieć co 2 dzień biegać do sklepu po mleko ;)

  • Na wakacje przyjechał do mnie kuzyn z miasta,dokładnie z Gdańska.Należy podkreślić,iż nigdy nie był na wsi i to był jego pierwszy raz-tracił dziewictwo w tej sprawie :D Było trzeba go zapoznać z moim gospodarstwem,zwierzętami,polami i całym tym krajobrazem.Był tym wszystkim zafascynowany!I nadszedł ten piękny, pamiętliwy dzień,gdy byłam ubrana na biało.Śliczne,białe spodenki oraz cudowna,zwiewna biała bluzeczka.Moja mama zaproponowała mi i mojemu kuzynowi przejście się na pola, gdzie miałam mu pokazać stawy, łąki i pastwiska.Zatem wzięłam dwie brzoskwinie na drogę.Jedną dla Niego, drugą dla mnie.Tak szliśmy tymi dróżkami jedząc brzoskwinię i w końcu coś się między Nami zaczęło dziać.Pokłóciliśmy się,ale tylko tak dla zabawy.Ze złości rzuciłam w Niego moją obgryzioną,soczystą brzoskwinią w plecy,ale śladu po tym nie zostało.Za to on się bardzo zdenerwował.Widziałam jak sięga po brzoskwinię z ziemi i udaje się w moim kierunku.Najpierw spokojnie i opanowanie,a nagle szybko i wytrwale.Zaczęłam uciekać!Niestety,ale dogonił mnie szybciej, niż myślałam.Roztarł zgniecioną,cieknącą sokiem brzoskwinię na moich biało śnieżnych spodenkach,tak,na tyłku!Pozostała tylko wielka,żółta plama!Byłam na Niego bardzo zła,ale szliśmy dalej,aby pokazać mu te krajobrazy i jak najszybciej wrócić do domu,aby nikt mnie nie zobaczył.I pech…jechał samochód.Moi przyjaciele…Próbowałam się patrzeć w inną stronę, schować się za kuzyna,aby mnie nie zauważyli.Taa…z piskiem opon zahamowali i dla żartów wciągnęli mnie do środka.Wylądowałam na kolanach mojej przyjaciółki.Ach,była w sukience, króciutkiej,a mój miąż z brzoskwini znajdujący się na moich spodenkach zmalazł się na jej nogach. Krzyknęła „o fuuj! Co to jest!?”.Szybko zeskoczyłam i miałam ochotę zapaść się pod ziemię.Próbowałam to wytłumaczyć,że to brzoskwinia.Mieli taką polewę, że rzygali diabelskim śmiechem…Zresztą,mój kuzyn również tak rzygał.Wtedy wiedziałam,że wszyscy się o tym dowiedzą.Odjechali…a my szliśmy dalej.Znaczy…szliśmy.Ja szłam,a moj kuzyn jeszcze stał,skakał i piszczał ze śmiechu.Nim się obejrzałam kawałki brzoskwini miałam już na bluzce. Byłam gotowa płakać! Zdjęłam ją i zaczęłam czyścić. No i się zbuntowałam się ! Byliśmy już blisko pastwiska, ale powiedziałam, że dalej nie idę ! Wyzwałam mojego kuzyna. I teraz najgorszy moment…Podbiegł do mnie i mnie przewalił na trawę. Trzymał mnie i łaskotał, abym się nie ruszyła i kazał mi się nie gniewać. Powiedział, że jak nie przestanę to mnie nie puści i nadal będzie mnie łaskotać. Powiem szczerze, że się śmiałam bardzo, aż do momentu poczucia czegoś lepkiego na plecach. ;] Ach, nawet nie wiesz jak trudno jest coś powiedzieć jak ktoś Cię łaskocze uparcie :D Było coś w stylu: ‚e-e-ee-ej, p-p-p-rze-s-s-ta-a-ań! M-m-a-m coś…mam coś…m-maam co-ś, c-c-zek-aj! P-p-plecy…nie gniewam sie !!!’ Przestał mnie łaskotać i pomógł wstać…Zapytałam go „Co mam na plecach?” i odwróciłam się. Usłyszałam wielkie parknięcie śmiechem, mega śmiechem. Jeszcze gorszym, niż moich przyjaciół. Krzyczę:”ale co!?”, a on na to: „Gówno!”…a ja:”..ale poważnie pytam !”, a on na to:”Poważnie odpowiadam, że gówno.” Dotknęłam ręką i…gówno. Chciałam, aby mi pomógł, wytarł trawą, albo coś, ale kuzyn niestety sikał ze śmiechu. Pomyślałam, że muszę jakoś wrócić do domu, więc…w czasie, gdy tak kuzyn lał ze śmiechu to szybko ukradłam mu jego bluzkę, a on i tak nie mógł wytrzymać ze śmiechu, więc się nie opierał. Jak założyłam ją na siebie to już nie miał takiej śmiechowej miny. :D ..ale była tak wielka, że zakryła i gówno i brzoskwinię na spodenkach! :D I po mięsiącu to ja wyjechałam do Gdańska do Niego na wakacje :) Założył tę samą bluzkę :D Poszliśmy do Jego kolegi…i tak siedzimy, siedzimy, a ja w końcu „Oo, Filip! Założyłeś tę extra bluzkę, na której było krowie gówno jak byłeś u mnie na wakacjach!”. Miny bezcenne :D :D :D
    Przepraszam, że takie niesmaczne, ale to najśmieszniejsza historia w moim życiu, której nie zapomnę :)

    E-mail: misiaaaaa13@wp.pl

  • Ten komentarz został usunięty przez autora.

  • Krótkie i śmieszne- latami to wspominam;)
    Lekcja języka polskiego w liceum, wychowawczyni zwraca się do mojej koleżanki, ale przez hałas usłyszała tylko:
    – ..do pani higienistki..PESEL
    Koleżanka od razu poszła do higienistki:
    -K: Może mi pani dać mój numer PESEL?
    – H: Dziecko, nie mam tego numeru- kobieta była lekko zaskoczona
    Koleżanka wróciła do klasy i mówi:
    – Pani higienistka powiedziała, że nie ma mojego numeru, więc nie mogłam przynieść.
    – Ada…to ty miałaś podać do karty PESEL pani higienistce- mina w stylu ‚kogo ja uczę’ XD

    mail: Iris1991@interia.eu

  • jeden z moich ulubionych od lat:

    Był sobie facet, który dbał o swoje ciało.
    Pewnego razu stanął przed lustrem, rozebrał się i zaczął podziwiać swe ciało.
    Ze zdziwieniem stwierdził jednak, iż wszystko jest pięknie opalone oprócz jego członka!
    Nie podobało mu się to, wiec postanowił coś z tym zrobić.
    Poszedł na plażę, rozebrał się i zasypał całe swe ciało, zostawiając członka sterczącego na zewnątrz.
    Przez plażę przechodziły dwie staruszki.
    Jedna opierała się na lasce.
    Przechodząc obok zasypanego faceta ujrzała coś wystającego z piasku.
    Końcem laski zaczęła przesuwać to w jedną, to w drugą stronę.
    – Życie nie jest sprawiedliwe – powiedziała do drugiej.
    – Czemu tak mówisz? – spytała tamta zdziwiona.
    – Gdy miałam 20 lat byłam tego ciekawa, gdy miałam 30 lat bardzo to lubiłam, w wieku 40 lat już sama o to prosiłam, gdy miałam lat 50 już za to płaciłam, w wieku 60 lat zaczęłam się o to modlić, a gdy miałam 70 to już o tym zapomniałam. Teraz, kiedy mam 80 lat, te rzeczy rosną na dziko, a ja nawet nie mogę przykucnąć!

    alieneczka@o2.pl

  • obserwuję jako aSHa
    cudmiodimalinka@gmail.com

    Kacper synek mojego kuzyna miał ostatnio wycinane migdały. Przed operacją dostał „głupiego Jasia”. Kacper wygłupia się na łóżku, skacze, po chwili zastyga klęcząc, mruży oczy ustawiając ostrość i rozgląda się po sali. Po chwili pyta: „Mamo gdzie jest ta pani od syropku” – „A czemu pytasz?” W odpowiedzi mama jak i cała sala szpitalna słyszy: „Bo ja chciałbym jeszcze”. Podobno cała sale wybuchła śmiechem :D

  • powodzenia,ja niestety nie mam śmiesznych historii :)

  • Ja przyszłam na święta do rodzinki. Wczoraj byłam u fryzjera i chciałam sie pochwalić nową fryzurą i kolorem. Nikt nie mowił nic na ten temat,wiec mowie do babci:
    Ja:Byłam wczoraj u fryzjera.
    Babcia:no i co?
    Ja: Babciu jak to co ,siedziałam tam 3 godziny!
    Babcia:Tyle się nasiedziałaś i ciebie nie przyjął?
    ZONK.

  • obserwuję jako Mary Wedz
    marei17@poczta.fm

    gimnazjum, lekcja matematyki. przygotowujemy karteczki na sprawdzian, który chcemy przełożyć ale nauczyciel jeszcze o tym nie wie.W koncu przewodniczący podąża w kierunku nauczyciela, próbuje go urobić, że to już setny sprawdzian i nie możemy go akurat dziś napisać ale nauczyciel jest niewzruszony. w końcu jeden z „orłów” wybitny uczeń…; ) wstaje i mówi ” Ciebie prosimy, wysłuchaj nas Panie” inspiracje wyraznie zaczerpnął z Kościoła ale poskutkowało. cała lekcja to były wybuchy smiechu nauczyciela, który nie mogł się opanować przez całe 45 minut

    • jeszcze przypomniałam sobie jedną historię również gimnazjum, również matematyka i ten sam nauczyciel. wszyscy rozwiązujemy zadanie w zeszytach i nauczyciel przechadza się po klasie sprawdzając jak nam idzie. przystanął na chwilę przy słabszym uczniu, pochylił się nad nim i mu cos tam tłumaczy…ale to nieistotne
      wtedy ja włączyłam się do akcji: mówię do koleżanki z ławki o nauczycielu ” ALE SIĘ WYPIĄŁ…”
      o zgrozo nauczyciel odwrócił się i mowi :PRZEPRASZAM…
      to była największa cegła w moim zyciu

  • Świetny pomysł i chętnie wezmę udział:)

    A najlepszy dowcip jaki mi zrobili, był w tym roku, a raczej wczoraj.
    Do całej akcji zmówiła się cała rodzina wraz z moim mężczyzną.
    Otóż: Jako, że od nie dawna jestem posiadaczką samochodu lubię mieć go na oku i nawet jak idę na tramwaj to i tak muszę kontem oka popatrzeć, czy aby na pewno stoi pod blokiem.
    Wczoraj mój chłopak przyszedł do mnie, powiedział, że jakiś dwóch zbirów dobiera się chyba do mojego samochodu (ale, że nie jest pewien, bo moja sąsiadka ma taki sam. Pomyślałam, że „nie jestem taka głupia Prima aprilis dziś i pewnie mnie chce wkręcić”. Mimo wszystko ukradkiem spojrzałam przez okno. O zgrozo jakie było moje przerażenie jak popatrzyłam puste miejsce parkingowe, na którym był zaparkowany mój samochód. Ubrałam się dosłownie w 30s., wybiegałam i najzwyczajniej w świecie się rozpłakałam. Kiedy wróciłam do mieszkania, postawiłam całą rodzinę na baczność, poszukałam wszystkich dokumentów i kazałam zawieść się na najbliższy komisariat. Pomoc zaoferował ukochany tatuś, który powiedział, że mnie zawiezie, ale ich samochód stoi pod innym blokiem, bo u nas nie było miejsca. Nie trudno się teraz domyślić, że jak szłam za nim to zaprowadził mnie do mojego samochodu, który nad ranem przestawił.
    Uśmiechu mają ze mnie do tej pory co nie miara, a ja nie pamiętam kiedy ostatnio byłam tak przerażona i zestresowana.
    Dowcip polecam panią, które mają fanów motoryzacji w domu (z tym, że istnieje ryzyko, że nie będą się do nas odzywać przez parę dni albo i dłużej).

  • Obserwuję jako: Justyna
    e-mail: perfectly.prettily@onet.eu

    W tamtym roku stoję w kościele. Ogłoszenia parafialne. Ksiądz mówi, że wikary razem z siostrą zakonną prowadzą w tym i tym dniu kurs tańca towarzyskiego i serdecznie zapraszają.
    Stoję i myślę o co kurde chodzi?
    Dalej mówi, że siostry zakonne zapraszają na kurs gotowania dla tych, którzy chcą poznać tajniki kuchni zakonnej.
    I w tym momencie miałam ogromną banię. Zapomniałam, że był to dzień 1 kwietnia!!!

  • Wczoraj wkręciłam kilka blogerek, bo napisałam o olejowaniu włosów benzyną :D A że włosomaniaczki nakładają na siebie przeróżne specyfiki, udało mi się wkręcić dziewczyny, że nałożyłam benzynę :D Niestety na dole posta napisałam od razu, że to prima aprilis, nie chciałam żeby ktoś to jednak wziął na serio :-)

    Druga historia, też z wczoraj. Dzwoni do mojego ojca Tomek – kolega z pracy i mówi, że próbuje się z nim skontaktować jakiś Tadek, stary kolega z wojska mojego taty. Że są święta i chciał złożyć mu życzenia, że odszukuje starych znajomych z wojska, ale tylko tych najbliższych przyjaciół. Ojciec nie może sobie przypomnieć żadnego Tadka, ale wojsko było tyle lat temu, aż głupio, że kolegi nie pamięta. Tomek nie podał Tadkowi nr mojego ojca, bo mój ojciec nie cierpi jak podaje się obcym jego nr, więc to nie było nic podejrzanego. Tomek podał mojemu ojcu nr Tadka, żeby do niego zadzwonić. Ojciec dzwoni, dzwoni, ciągle zajęte. Za którymś razem w końcu się dodzwonił i słyszy: ‚Jesteś na antenie Radia Maryja…’ rozłączył się i rzucił telefonem z przerażeniem :D Kolega podał mu nr do ojca Rydzyka :D

  • obserwuję jako madzia
    email – madzia3991@interia.eu

    dowcip : Nowy ksiądz był spięty, bo miał prowadzić swoją pierwszą mszę w parafii.
    Postanowił dodać do święconej wody kilka kropelek wódki, żeby się rozluźnić, i tak się stało.
    Czuł się wspaniale.
    Gdy po mszy wrócił do pokoju znalazł list:
    „Drogi Bracie, następnym razem dodaj kropelki wódki do wody, a nie kropelki wody do wódki. A teraz słuchaj i zapamiętaj:
    – Msza trwa godzinę, a nie dwie połówki po 45 minut;
    – Jest 10 przykazań, a nie 12;
    – Jest 12 apostołów, a nie 10;
    – Krzyż trzeba nazwać po imieniu, a nie to „duże T”;
    – Na krzyżu jest Jezus, a nie Che Guevara;
    – Jezusa ukrzyżowali, a nie zaj**ali i to Żydzi, a nie Indianie;
    – Nie wolno na Judasza mówić „ten sk**wysyn”;
    – Ci co zgrzeszyli idą do piekła, a nie w pizdu;
    – Inicjatywa, aby ludzie klaskali była imponująca, ale tańczyć makarenę i robić pociąg to przesada;
    – Opłatki są dla wiernych, a nie jako deser do wina;
    – Poza tym Maria Magdalena była jawnogrzesznicą, a nie k**wą;
    – Kain nie ciągnął kabla, tylko zabił Abla;
    – Na początku mówi się „Niech będzie pochwalony”, a nie „k**wa mać”;
    – A na koniec mówi się „Bóg zapłać”, a nie „ciao”;
    – Po zakończeniu kazania schodzi się z ambony po schodach, a nie zjeżdża po poręczy.
    – Ten obok w „czerwonej sukni”, to nie był transwestyta. To byłem ja, Biskup.
    Amen!”

    • szkoda że taki długi na pewno nie zapamietam, ale można się pośmiac

  • obserwuję jako delishya
    amko.waw@gmail.com

    Historia z życia wzięta. Jesteśmy na wakacjach u mojej babci. Na podwórku krzątają się Panowie i wymieniają stary płot na nowy. Mój 5letni synek próbuje pomagać, aż w końcu Panowie zagadali do niego:
    – Jak masz na imię?
    – Krzyś.
    – Ile masz lat?
    – 5.
    – Gdzie mieszkasz?
    – W Ząbkach.
    – (zdziwienie) A gdzie są te Ząbki?
    – No jak to gdzie. W ustach. (oczywiście towarzyszy temu otworzenie buzi, wyszczerzenie ząbków i wskazanie palcem, żeby lepiej było widać)
    Konsternacja i zdziwienie na twarzach Panów bezcenne :)

  • Błogosławieństwo Pana nad tym blogiem!

  • z wiadomych powodów nie wezmę udziału w tym konkursie ;D powodzenia wszystkim !

    • eeeee to że wygrałaś ostatnio to nic nie znaczy! dawaj te historie, pośmiejemy :D

  • Fajne nagrody, ale nie mogę przypomnieć sobie żadnej zabawnej historii… Jest jeszcze czas, może coś mi przyjdzie do głowy:)

  • obserwuje jako imponderabilia
    zanka88@onet.eu

    Sprawa jest trochę wstydliwa, ale teraz budzi u mnie więcej śmiechu niż negatywnych emocji. To było dawno temu kiedy szykowałam się na jedno z pierwszych spotkań z chłopakiem. Oczywiście wszystko musiało być zapięte na ostatni guzik, tak więc wszystko czekało już wyprasowane, makijaż lśnił na twarzy, a na ramiona spadały mi delikatne fale. Oczywiście bielizna też musiała być najlepsza, niestety tuż przed wyjściem zorientowałam się że pranie nie do końca wyschło, ale nie poddałam się i szybko wysuszyłam figi suszarką i dla pewności żelazkiem:D. Kiedy wydawały się już suche, szybko je nalożyłam i pobiegłam na spotkanie. Jakie było moje zaskoczenie kiedy okazało się, że jednak do końca ich nie wysuszyłam i na cienkich spodniach pojawił się wyraźny odcisk pupy. Ile ja się musiałam natrudzić aby to wszystko ukryć, ale teraz mam przynajmniej się z czego śmiać:D

  • obserwuję jako: Madzia Cz
    czmadzia7@gmail.com

    Dowcip:
    Po dwudziestu latach małżeństwa para leży w łóżku i nagle żona czuje, że
    mąż zaczyna ją pieścić, co już się bardzo dawno nie zdarzało.
    Prawie jak łaskotki jego palce zaczęły od jej szyi, biegły w dół delikatnie wzdłuż kręgosłupa do bioder.
    Potem pieścił jej ramiona i szyję, dotykał jej piersi, by zatrzymać się powyżej podbrzusza.
    Potem kontynuował, umieszczając swą dłoń po wewnętrznej stronie jej lewego ramienia, znów pieścił lewą stronę jej biustu i obsuwał dłoń wzdłuż jej pośladków, uda i nogę, aż po kostkę.
    Kontynuował po wewnętrznej stronie lewej nogi unosząc pieszczoty aż do najwyższego punktu uda.
    Och…
    W ten sam sposób delikatnymi ruchami dłoni pieścił jej prawą stronę i gdy
    żona czuła się już rozpalona do ostatnich granic…
    Nagle przestał, przekręcił się na plecy i zaczął oglądać telewizję.
    Żona ledwie łapiąc oddech powiedziała słodkim szeptem:
    – To było cudowne, dlaczego przestałeś?
    – Znalazłem w końcu pilota – odpowiedział

    :))

  • niektóre historie świetne, powodzenia!:D

  • Obserwuje jako: Majowa Malaga
    e-mail: magdalenka_k89@o2.pl
    Będąc 3 letnia dziewczynką, całe dnie spędzałam z babcią, bo rodzice pracowali, w tym mama w pracy ma system 3 zmianowy. Jednego popołudnia, gdy mamy i taty nie było, babcia postanowiła dać mi kasze mannę (której nienawidziłam i nigdy nie jadłam, a babcia kochała), zaczęłam płakać i nie chciałam wziąć jej do ust, wtedy babcia dała m klapsa, a ja uciekłam, babcia już jako starsza kobieta za nim za mną pobiegła, ja przepadłam jak kamfora. Mieszkam na wsi, i w okół mojego domu są sady, łąki i pola. Babcia zaczęła mnie wołać, szukać, a mnie nigdzie nie było i w dodatku się nie odzywałam, babcia do szukania mnie zaangażowała całą rodziną (siostry taty z rodzinami mieszkają obok) i tak po 4 godzinach szukania babcia płakała, bo ja zniknęłam, zaczęło robić się ciemno wtedy przyjechał mój tato i zaczął wołać „Madziu, córeczko chodź do tatusia” a wtedy z wysokiej trawy na łące ja wstałam przetarłam oczy i zadowolona pobiegłam do taty. Babcia już nigdy nie dała mi klapsa, ani nawet nie krzyknęła, a mama o całym zdarzeniu dowiedziała się po paru latach.
    II historia”
    MOj brat cioteczny ma dwoje dzieci, i jego córeczka Ala jest niestety strasznie uparta i obraźliwa. Pewnego dnia ALa postanowiła,że obetnnie sobie włosy i szczęśliwa oznajmiła to swojej mamie, a gdy ta skrzyczała ja za ten pomysł, Ala wyszła z płaczem z pokoju. PO 20 minutach ciszy (co jest strasznie dziwne w przypadku Ali) jej mama zaczęła ja wołać, a tu nadal cisza, wiec poszła sprawdzić co mała robi w swoim pokoju (wtedy Ala miała 4 lata). Niestety Ali nie było, i Aneta( jej mama) zaczęła jej szukać w całym domu, następnie na podwórzu i nigdzie jej nie było, wiec zaczęli szukać jej w najbliższej okolicy i co gorsza lesie, który był opodal, gdy po 2 godzinach nadal Ali nie było, jej mama przerażona stwierdziła,że muszą zgłosić to na policje ale najpierw sprawdzi czy Ala wróciła do domu, gdy weszła do przedpokoju i płacząc zaczęła wołać Ale, z szafki na buty wyszła zaspana Ala, pytając mamy czemu płacze?

    Widać po moich historiach,że w rodzinie nic nie ginie:PP Ale twardy sen to naprawdę nasza cecha rodzinna:))

  • Obs. jako Ewa Ewa
    ewa_sn@o2.pl

    Dzień kobiet, klasa 3 gimnazjum. My jak zwykle dostałyśmy kwiatki, ale dziewczęta z równoległej klasy miały bardziej kreatywnych chłopców w klasie i dostały coś oryginalniejszego :) Miałyśmy wtedy język niemiecki, po dzwonku wychodzimy z klasy, a pod klasę podeszło kilka z tych dziewczyn. Zaczęła się między nami gadka, śmichy chichy i z klasy wychodzi nasz nauczyciel od niemieckiego. Jedna z dziewczyn mówi:
    – „Pan patrzy, jaki fajny prezent dostałyśmy”!
    I pokazują … biustonosze z podpisami chłopców :D Niektóre były o wiele większe niż rozmiar właścicielki :) I wtedy nauczyciel rzuca cięta ripostą:
    – „Wybaczcie, ale to chyba nie wasz rozmiar”. :D
    My wtedy w taki ogromny śmiech wpadłyśmy :D A dziewczyny stuliły głowię i nic nie powiedziały xd

  • Obserwuję jako Kita se ja
    wiktoria.przecinek@onet.pl

    To była wigilia. Akurat w tą poszliśmy do przyjaciół. Wszystko było okej i świetnie się bawiłam. Było mnóstwo prezentów i cudowna atmosfera. Wydaje się, że tutaj nic nie może się zepsuć. A jednak… zachciało mi się…kupę. Wiem, to nic strasznego. Chodzi o to, że jak się załatwiłam, spłuczka się zacięła i nie mogłam tego spuścić. Poszłam więc szybko do gospodarza imprezy i się poradziłam ale jak wracałam żeby naprawić spłuczkę z toalety wyszedł dyrektor, który miał zamiar dać mi pracę…Ale wstyd ! Do końca wieczoru dziwnie się na mnie patrzył…no i pracy nie dostałam.

    Mam jeszcze jedną historię :

    Ucząc się jeździć na rowerze w wieku 5, 6 lat (na 2 kołowcu) wjechałam z hukiem w śmietnik i go potem pół godziny wyzywałam i kopałam ze złości.

    I kawał :

    – Panie to Pałac Kultury i Nauki? – pyta turysta zagraniczny przechodnia
    – No
    – Panie, to hotel Forum? – pyta innego
    – Tak
    – Panie władzo – pyta policjanta – czy tędy dojdę do Zamku Królewskiego?
    – Oczywiście
    – A dlaczego u was jedni mówią „no”, drudzy – „tak”, a pan „oczywiście”?
    – Proszę pana, „no” mówią ci, którzy skończyli podstawówkę, „tak” – ci, którzy skończyli szkołę średnią, a „oczywiście” – ci, którzy skończyli studia
    – To pan skończył studia?
    – No

    I jeszcze jeden :

    7 dni z życia czyściocha-żołnierza:

    Dzień 1 – myję nogi
    Dzień 2 – myję ręce
    Dzień 3 – myję się pod pachami
    Dzień 4 – myję głowę
    Dzień 5 – myję się w miejscach intymnych
    Dzień 6 – myję zęby
    Dzień 7 – wymieniam wodę

    Dziękuję z góry i pozdrawiam :3

  • E-mail: ssiwek_6e@wp.pl
    Dziś rozpuszczając multiwitaminę w wodzie zauważyłam, że mój kot jest nią bardzo zainteresowany, postawiłam więc kubek na podłodze, młody kotek z ciekawości włożył tam pyszczek i jak szybko go włożył tak szybko go wyjął. Później śmiesznie kichał, i oblizywał się, a przy tym śmiesznie się trząsł.

  • Oj dziewczyno :) Tyle przypałów ile miałam, to nie do zliczenia po prostu :) Aż spamiętać ich za bardzo nie mogę :) Opowiem ich kilka, ale każde następne będę wpisywać pod swój wpis, żeby nie mieszały się z sobą :)

    Zatem historia nr. 1.

    Jestem harcerką. I jak wiadomo, ZHP jak każda inna organizacja pożytku publicznego ma swoją hierarchię. W każdym bądź razie wówczas byłam przyboczną – można by rzec, że jest to gospodarz klasy: osoba pod nauczycielem.
    – Nauczycielem jest drużynowy
    – dyrektorem jest komendant hufca
    – komendant hufca podlega pod chorągiew, którą trzęsie komendantka chorągwi.
    – Komendantka chorągwi jest jak dyrektor kilku szkół (nazwijmy to tak). Ma dużo do gadania.
    I teraz do meritum.

    Zmora pojechała na biwak. Z dzieciakami. Bo Zmora chciała wyjechać choć na chwilę z miasta i wspólny wybór padł na Szczecin, miejsce noclegu Chorągiew Zachodniopomorska :) I Zmorowata uwielbia herbaty i owe przywiozła z sobą do Chorągwi. Jednak rano nie mogła ich znaleźć. Kojarzyła, że coś tam gdzieś tam wieczorem biegało, bo robiła sobie napój.
    No to lecim z sali, gdzie się spało do sali, do przedsionka pomieszczeń pracowniczych. No i widzi Macieja. Słyszę, że coś tam szura w biurze, jednak Pan wcześniej wymieniony ostrzegał mnie, że sprzątaczka może rano przyjść i sprzątać.
    No to niewiele się przejmując wypaliłam bez żadnego „dzień dobry” czy „pocałujcie mnie w dupę” – gdzie jest moja herbata?!
    Maciek zupełny zonk na mnie z karpikiem (cicho chodzę), w biurze koniec szurania. Powtarzam swoje pytanie, a ten nagle zaczyna mi wciskać czajnik, na co zaczynam się buntować, wcisnął mi Sagę (nie piję jej…) i mówi „masz herbatę, idź, za chwilę przyjdę”.
    No to polazłam. Po chwili słychać, że idzie Maciek i zanosi się śmiechem.
    Co się okazało.
    W biurze była jego matka.
    Komendanta Chorągwi Zachodniopomorskiej…
    Oczywiście wszystkim powiedział, co jam wypaliła. No i dołączyli małe słówko do zdania. Z „gdzie jest moja herbata?!” po Świnoujściu chodzi „gdzie jest kurw. moja herbata?!”

    Sytuacja miała miejsce w 2011 w styczniu. W lutym 2013 Ela dalej pamięta moje pytanie. I podobno stałam się sławna dzięki temu, przezwana per „Herbata”. Do dzisiaj moi mi wypominają.

    :D :D

    • Druga historia. Miejsce i czas ten sam co powyższe. Jednak nie ja byłam Wspaniałą, tylko koleżanka.

      Siedzimy w jednym z pomieszczeń pracowniczych. Wieczór. Porządkujemy dokumenty. Końcówka. Zmora sączy herbatę, chłopacy poszli do sklepu, dziewczyny znudzone dokumentami siedzą przy laptopie podłączonym do internetu.
      – Dobra dziewczyny, nie wyganiam was, ale idźcie już, bo ja idę do domu – mówi Maciej. No żaden problem. Dziewczyny się zbierają i w pewnym momencie „no ale jak to, tutaj jest internet. Nie możesz nam zostawić otwartego pomieszczenia?”
      – No sorry, ale nie mogę – odpowiada
      – No to my weźmiemy kabel z sobą! – wypala Nesti. My wszyscy zonk, koleżanka blondynka bardzo zadowolona ze swojego pomysłu. I Maciek zadał piękne pytanie:
      – I co, kabel do gniazdka podłączysz, by internet działał?
      Ja z Emi w ryk śmiechu, a Nesti mina zrzedła i stwierdziła tylko:
      – A no faktycznie.

      Jeden z hitów tego wyjazdu :)

    • Trzecia historia, miejsce i czas niezmienione.

      Tym razem idziemy do Chorągwi. Ulica, jeżdżą samochody, gorąco, a jeszcze drzewa niezbyt dużo cienia dawały. To Emi wzięła okulary od Nesti i w pewnym momencie wypala z tekstem
      – Ale piękny świat jest w tych okularach! I nawet drzewa są takie brązowe…
      Ja – A co, jak nie ma okularów to niebieskie?

      Wszystkie trzy powyższe historie są hitem wyjazdu do Szczecina do Chorągwi :) Do dzisiaj sobie wypominamy je i śmiejemy się z nich okrutnie :)

    • Żart może być dość niesmaczny, rasistowski i nie na miejscu, jednak w momencie, jak siedziałam totalnie zmachana przy autostradzie przy 30paru stopniach w celu złapania stopa na Bieszczady, znajomy – również harcerz – zapytał się mnie czym się różni harcerz od żyda.
      – No nie wiem. Czym? – odpowiedziałam zmęczona.
      – Harcerz wraca z obozu…
      Wpierw zrobiłam karpia ;O a później ryknęłam śmiechem i kręciłam głową w dezaprobacie na kawał i swoją reakcję.
      Później jeszcze poznałam kawał pt.

      – Czym się różni zuch od murzyna?
      – Zuch wraca z koloni.

      albo

      – Czym się różni murzyn od żyda?
      – Murzyn jeździ na kolonie, a żyd na obozy.

      Moje lata harcerstwa są piękne. Dzięki niemu miałam również przyjemność brać udział w szkoleniu na Brązową Odznakę Ratownika Medycznego w 2006 roku na przełomie stycznia i lutego.
      No i przyszedł dzień ostatecznej symulacji. Wchodzimy z Boguśkiem i Szubertem do łazienki i widzimy, na podłodze leży Emciek i ma „podcięte” żyły. No to ratować go trzeba, prawda? Przynajmniej przydałoby się…
      No to Zmora niewiele myśląc stwierdza „łapska do góry podnieść i czymś zatamować krwawienie”. Łapska do góry poszły przy pomocy Boguśka, a ja niewiele myśląc… zdjęłam skarpety z nóg „samobójcy” i opatruję prowizorycznie nadgarstki :D
      Koniec symulacji, wynik klęska, samobójca umarł :P
      Ale cóż… okazało się, że skarpetki, które użyłam do ratowania były jedyną parą jaką miał z sobą Emciek. I wracał w pożyczonych, różowych, puchowych skarpetach Izy <3

      czerwiec 2008 rok, rozpoczęcie sezonu żeglarskiego w Harcerskim Ośrodku Morskim w Szczecin Dąbiu. Siedzimy, jemy śniadanie i rozmawiamy z sobą. Zmora oczywiście dossała się do herbaty, bo jakżeby inaczej i słucha, kto co ma do powiedzenia. I jak zwykle Kamila rzuciła jakimś tekstem, który wszystkich rozbroił.
      Piłam wtedy. Nie. Nie zakrztusiłam się. Parsknęłam w kubek i połowa jego zawartości wylądowała mi na twarzy :D I magazyn na sprzęt trząsł się od śmiechu…

      Kolejna sytuacja. Znowu harcerstwo. Zadanie dla zespołów typu „para” – dostają dany punk prawa harcerskiego i mają odegrać scenkę. Nam się sławetny wszystkim ostatni punkt, czyli „Harcerz jest czysty w myśli, w mowie i uczynkach; nie pali tytoniu i nie pije napojów alkoholowych”.
      No to jazda. Zmora, nie wiedzieć czemu poszła się modlić pod drzewo, które miało imitować ołtarz. No i modli się. Modli się. Dalej się modli. I w końcu wstaje. I zła osoba, którą grał Karpiu, miał zwrócić uwagę na siebie poprzez niegrzeczne zachowanie typowe dla rozregulowanych żołądków, czyli beknięcie.
      I jak Zmora się modliła, to Karpiu się nałykał powietrza. I jak je całe z siebie wypuścił to nie wyszło „BŁEEE”. Tylko „BŁEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE”. Autentycznie. Scenka rozwalona, wszyscy jak stali, tak albo leżeli po ławkach i ryczeli ze śmiechu albo zgięci w pół prawie płakali ze śmiechu.

      I odnośnie scenek odgrywanych przez nas.
      Obóz w Janowie 2006 rok. Scenki z osób zupełnie zmieszanych, nie porobione zastępami. Rozdzielamy między siebie role. Nam wypadła scenka z którejś z bitew w Warszawie. No nie pamiętam, dawno to było :P W każdym bądź razie była do nas przydzielona Sara – dziewczyna wówczas 150cm, a wagi najmniej 80kg.
      I teraz sobie wyobraźcie naszą reakcję, jak wchodzi na umowną scenę z dużym napisem na A4 podczepioną pod mostek – CZOŁG.
      Postura + rola = zbyt grube połączenie. Kolejna scenka rozwalona…

      No od groma mam takich historii. Na pęczki można by było. Tylko czasu trochę mało, a i wczuć się osobie z zewnątrz w sytuację dość trudno :)
      Ale uwierzcie na słowo – opisane sytuacje przyniosły dużo, DUŻO śmiechu.

      I tak na marginesie, bo wcześniej nie podpisałam :)
      Obserwuję jako Agathumm, a mój mail to nilchi@poczta.fm ; )
      Pozdrawiam :D Jak sobie przypomnę coś konkretnego – napiszę :D

  • Ja po prostu napiszę jeden z moich ulubionych dowcipów ;)
    Obserwuję jako Coctail Zonee
    mój mail : sweetcoctailzone@gmail.com

    Murzyn złapał złotą rybkę i rybka powiedziała, że może spełnić jego jedno życzenie no i murzyn myśli i w końcu mówi:
    – Chciałbym przez chociaż jeden dzień być kwiatkiem
    Więc rybka wzięła nóż odcięła mu k*tasa – Na to wkurzony murzyn:
    – Coś ty mi zrobiła? Miałem być kwiatem!
    – No i jesteś – czarny bez

  • Co do dowcipów, nie pamiętam żadnego…
    poza jednym, niedorzecznym, który sprawia że brechtam się za każdym razem gdy go słyszę. Jest tak popularny i tak infantylny, że aż… :D

    No, ale trudno opowiem go:

    Otóż przychodzi Puchatek do sklepu mięsnego i (pif paf – tu gestykulacja mojej siostry, o usposobieniu bardzo kabaretowym): – To za prosiaczka! :DDDDD

    nowe-logo-85@o2.pl

    Pozdrawiam

  • obserwuję jako: sarinacosmetics
    mail: ewelina87tt@gmail.com

    Facet mówi do żony:
    – Kochanie, przynieś mi piwo.
    Na to żona:
    – Może jakieś magiczne słowo?
    Facet:
    – Hokus pokus czary mary, zapier… po browary!
    A na to żona:
    – Hokus pokus, ence pence, zamiast pupy masz dziś ręce!!
    Na to Facet:
    – Skoro jesteś tak pyskata, dziś ominie Cię wypłata!
    Żona:
    – Bardzo mocne masz dziś czary, zaraz biegnę po browary! :D

  • Obserwuję jako: michasia mini
    mail: michasiamini444@gmail.com

    Kawałów bez liku, więc piszę swój szalony pobyt w szpitalu.

    W wieku 13 lat złamałam rękę. Złamanie nie było zwykłe, bo z przesunięciem. Kiedy teraz wspominam całą sytuację chce mi się śmiać. Już na początku było zabawnie:
    Tylko po złamaniu:
    Ja (do koleżanki): Anka… chyba złamałam rękę. (tutaj nią poruszałam, chciałam normalnie zgiąć, a ona… przetoczyła mi się w drugą stronę)
    Koleżanka: No chyba troszeczkę (troszeczkę, a ręka w ogóle wygięta w inną stronę :D).

    Jak to dzieci na podwórku zostawiłam piłkę (bo akurat był mój dzień jej wynoszenia) i poleciałam do domofonu, żeby przekazać mamie o moim wypadku:
    Ja: ,,Mamo, tylko się nie bój, ale chyba złamałam rękę”
    Mama: ,,Boże, już schodzę czekaj!”
    Ja: ,,To chyba, tylko wezmę piłkę!” (piłka ważniejsza niż życie :D).

    Tutaj akcja potoczyła się sprawnie. Szpital, zastrzyk przeciwbólowy i wieść o … operacji. Była to moje pierwsza operacja w życiu. Każdy w strachu, godzina 24. Nic, trzeba kłaść się na łóżko i zostać zawiezioną na salę operacyjną.

    Miałam podłączoną kroplówkę. Pani pielęgniarka polecił mi, żebym przeszła z łóżka na stół operacyjny (bardzo wąski ;O). Miałam trzymać kroplówkę w jednym ręku, tym samym w ogóle nie mogłam się podeprzeć (zwiotczałą i połamaną ręką?). Oczywiście prawie nie upadłam. Wizja wyrywanego wenflonu podczas upadku wcale nie jest taka miła.

    Operacja się udała, wszystko w porządku. Narkoza trochę trzyma, więc przyszedł czas na wybudzenie.
    (tutaj już niestety nie pamiętam niczego, ale posłużę się opowieściami mojej mamy)
    Doktor przyszedł i zaczął mnie lekko potrząsać, a ja nadal nic.
    Kiedy klepnął mnie w policzek- nic, drugi raz- nic.
    Za trzecim razem nagle ,,zmartwychwstałam” i dosłownie sprzedałam lekarzowi liścia (zdrową ręką :D).
    Jeszcze bez otwierania oczu podobno od razu po uderzeniu ,,oddałam” biednemu doktorowi o wiele mocniej bez żadnego pardonu.

    To był na prawdę dziwny wypadek, z którego teraz się śmieję.
    Blizny zostały, ale zabawne wspomnienia również.

    Pozdrawiam :)

  • Mój tegoroczny psikus może nie był specjalnie zabawny, ale za to bardzo miło się zakończył. Studiuję w innym mieście i rano powiedziałam mojemu chłopakowi, że grupa z którą jeżdżę zdecydowała się wyjechać jeden dzień wcześniej i muszę tego samego dnia wyjechać, więc z naszych wieczornych planów nici… Spotkaliśmy się pożegnaliśmy, a wieczorem kiedy poszłam na zaplanowaną wcześniej imprezę cieszył się jak dziecko- najpiękniejsze prima aprillis mojego życia! ;)
    onaaa81@wp.pl

  • Obserwuję jako Dbająca
    E-mail: maartynamaartyna@gmail.com
    Hmm.. Śmieszna historia? Było ich trochę ;) Jeżeli chodzi o tematykę kosmetyczną to pamiętam,że kiedyś przeglądałam kosmetyczkę koleżanki i pomalowałam sobie usta korektorem w sztyfcie będąc przekonana,że to pomadka :) A dzisiaj byłam akurat w kawiarni i podeszła do mnie starsza pani szepcząc mi do ucha: „Uciekaj stąd dziecko! Tu są źli ludzie” ;) I to przerażenie w jej oczach, bezcenne ;-)
    Pozdrawiam ciepło!

  • e-mail: Ulub1a@wp.pl

    Dwóch myśliwych wybrało się do lasu. Jeden z nich nagle upadł. Drugi po oględnym zbadaniu kolegi stwierdził, że jego gałki oczne wywróciły się na drugą stronę i że chyba nie oddycha. Chwycił za telefon komórkowy i zadzwonił na pogotowie.
    – Mój kolega jest martwy. Co mogę zrobić? – zapytał pielęgniarkę, która odebrała telefon.
    – Tylko spokojnie – usłyszał myśliwy w słuchawce. – Najpierw musimy się upewnić czy ta osoba jest martwa.
    Nastała chwila ciszy, po której pielęgniarka usłyszała przez telefon strzał.
    – OK, to co teraz? – odezwał się w telefonie z powrotem głos myśliwego.

  • Przychodzi żebrak do pożądnej firmy i mówi.
    -Pracy szukam, bedzie coś dla mnie?
    -Tak, tak,ależ oczywiscie.Będzie pan prezesem, dostanie pan własne biuro, pięć sekretarek i mercedasa, a zarabiał pan będzie na początek 20 tys,złotych.
    -Pan chyba zartuje!!!?
    -No właśnie ale to pan zaczął !!

    bizuteriabeatrice@o2.pl

  • Żart na Prima Aprilis, który mnie rozbawił do łez. Chodzi o trzeci z prezentowanych filmików, od około 2.20:
    http://niecoolturalnie.blogspot.com/

    niecoolturalnie@gmail.com

  • Obserwuję: puszka
    Mail: paulina.domoradzka@gmail.com

    Siedziałam sobie jakiś czas temu w łazience i pracowicie usuwałam owłosienie z nóg depilatorem. Wiosna idzie, pora pozbyć się futerka. Nagle słyszę wołanie z kuchni. Zostawiam sprzęt, zmierzam tam, po drodze wymijam się z przemykającą, pięcioletnią siostrą.
    – Co chciałaś? – pytam, gdy już staję przed rodzicielką.
    Ataki śmiechu nie pozwalają jej odpowiedzieć, ale w końcu łapie powietrze i zaczyna.
    – Przyszła do mnie Gabi i mówi „Mamo, Paula w łazience wyrywa sobie nogi. Nie posłucha mnie, jak jej powiem, żeby wyszła, a mi się chce siku. To zrobimy tak: ty ją zawołasz, powiesz, że ją kochasz, a ja w tym czasie skorzystam, ok?”
    Tak się śmiałam, że aż rozbolała mnie szczęka :)

    • I przypomniała mi się jeszcze jedna historia. Gabi jak na pięciolatkę ma ciekawe zainteresowania – sztuki walki. Po krótkiej przygodzie z Aikido, mama zapisała ją na taekwondo. Ja – nieświadoma zmiany – pytam, czy wieczorem wybiera się na trening Aikido.
      Gabi: Nieee, ja dziś idę na te inne kłondo.

      Dziecko, jak to dziecko nie ogarnęło, że taekwondo (te-kłodno, jakby nie patrzeć) jest pełną nazwą i sądziła, że jet te-kłondo, tamte-kłondo i jeszcze inne kłondo :D

  • Obserwuję jako: Shyy
    Mail: Lucky-One@wp.pl

    Wsiada wesoła 18-to latka do tramwaju, mina jej szybko pobladła, gdyż wszystkie miejsca były zajęte.
    – Bardzo Państwa przepraszam, czy mógłby mi ktoś ustąpić miejsca, bardzo źle się czuję i jestem w ciąży.
    Ale nikt nie chce ustąpić miejsca. Po pewnej chwlili wstaje 80-letnia babcia i mówi siadaj na moje miejsce. 18-ka usiadła, a babcia pochyliła się nad nią i pyta:
    – Pani dawno w ciąży?
    – Oj, babciu, chyba z 15 minut, jeszcze mi się nogi trzęsą.

  • Zgłaszam się do zabawy:)
    Moja pierwsza propozycja:
    98-letni staruszek przychodzi do lekarza na badania kontrolne.
    Lekarz pyta go o samopoczucie, na co staruszek odpowiada:
    – Nigdy nie czułem się lepiej. Mam 18-letnią narzeczoną. Jest w ciąży i wkrótce będziemy mieć syna.
    Doktor myśli chwilę i mówi:
    – Niech pan pozwoli, że opowiem panu historię: Pewien myśliwy, który nigdy nie zapominał o sezonie myśliwskim, wyszedł raz z domu w takim pośpiechu, że zamiast strzelby wziął ze sobą parasol. Kiedy znalazł się w lesie, z krzaków wyszedł ogromny niedźwiedź. Myśliwy wyciągnął parasol, wycelował w niedźwiedzia i wypalił. I wie pan co stało się potem?
    – Nie – odpowiada staruszek.
    – Niedźwiedź padł martwy jak kłoda.
    – Niemożliwe! – wykrzyknął staruszek – Ktoś inny musiał wystrzelić!
    – I do tego punktu właśnie zmierzałem.

    I druga:
    Wynalazca prezentuje w Urzędzie Patentowym swój wynalazek – niewielkie pudełeczko z dziurką i mówi:
    – W ten otwór wkładamy twarz. W środku są dwie brzytwy, które błyskawicznie golą.
    – Ale przecież każdy ma inne rysy twarzy!
    – Tylko przy pierwszym goleniu!

    Pozdrawiam gorąco:)
    e-mail: fantazyjneupominki@poczta.fm

  • Obserwuję jako: ZajacKicak
    Mail: ZajacKicak@gmail.com

    Chłopak pod wpływem % idzie przez cmentarz.
    A, że była noc postanowił się zdrzemnąć na grobie.
    Rano przychodzi rodzina od zmarłego, kobieta budzi pana i pyta co on robi?
    Na co chłopak, że jakiś duch go gonił więc schował się na grobie tego pana i pił za jego zdrowie by go obronił przed złym duchem.
    Sytuacja miała faktycznie miejsce :)

Back to top